Modlitwa i miłość
Odosobnieni, a jednak razem
W swej istocie Bóg jest wzajemnym darem ofiarujących się sobie Osób Boskich. Modlitwa jest przyjęciem tego daru. Jakże więc możemy oczekiwać, że staniemy się podobni do Niego, skoro nie będziemy równie otwarci całym naszym jestestwem na ten bezgraniczny, obopólny dar? Jezus ukazał nam bowiem swoim życiem i nauczaniem, że Bóg wychodzi również na zewnątrz siebie, bez granic oddany każdemu, kto jest w stanie Go przyjąć. Jest On Bogiem, który jest darem dla każdego, to znaczy - dla mojego bliźniego, dla każdej osoby, którą może dosięgnąć moja miłość. Jakże więc mógłbym stanąć w obecności Pana, jeżeli ze swojej strony nie uczyniłem wszystkiego, co było w mojej mocy, aby stać się jak Ten, który daje się cały?
Pomiędzy mną a Bogiem jest więc konieczna obecność drugiej osoby, obecnej zarówno w Bogu, jak i we mnie. Moje pełne modlitwy spotkanie z Bogiem i Jego ze mną, zależy od mojej postawy wobec innych, wobec każdego, kto znajdzie się w orbicie mojego pustelniczego życia. Są tu możliwe dwie fundamentalne postawy: albo uchylania się, zaprzeczania, odmowy, zapomnienia i ignorowania, itp., albo z drugiej strony - pełnej akceptacji świadomego wysiłku, aby liczyć się z innymi, aby pozwolić temu drugiemu stać się kimś bardzo bliskim poprzez miłość - bezwarunkową miłość.
Obecnie żyjemy w świecie, w którym same słowa nigdy nas nie zadowolą; nikogo tu nie zwiedziemy, zwłaszcza siebie samych, gdyż jesteśmy w światłości Boga. Akceptacja drugiego nie jest sprawą zewnętrznych pozorów, lecz najbardziej wewnętrzną i konkretną rzeczywistością. To ja sam, wewnątrz swojej najbardziej autentycznej samotności, ze swoimi wszystkimi uprzedzeniami, słabościami i kruchością; to właśnie tutaj, wewnątrz siebie samego, muszę zaakceptować drugiego człowieka, kimkolwiek on jest i takiego jakim jest -ze wszystkimi ograniczeniami, błędami, niedociągnięciami itd. Z głębi własnego serca muszę zaakceptować jego obecność, nie jako intruza czy obcego, lecz jako rodzaj absolutu. Jest to konieczne, aby Bóg uznał mnie za syna. Nie mogę być na podobieństwo Boga, nie mogę wejść w głębię modlitwy, jeżeli w pełni nie należę do drugiego, jeżeli nie pozwolę, aby mnie posiadał w całości. Całe moje serce musi należeć do Niego lub przynajmniej muszę oddać je do Jego dyspozycji, przyjmując wszelkie ryzyko, jakie temu towarzyszy.
Tags: człowiek, koniec, DomRelated posts
Leave a Reply
You must be logged in to post a comment.